Dzisiaj wstałam o 11 co nie było by tragedią, gdyby nie to, że obudził mnie mój chłopak dzwoniąc, że będzie za 15 minut. Poleciałam do łazienki umyć się i zanim jeszcze w ogóle zaczęłam choć trochę ogarniać rzeczywistość, rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Łukasz(bo to imię mojego przecudownego chłopaka), od razu pobiegł do pianina by poćwiczyć improwizacje bluesowe na zajęcia. Nie powiem, naprawdę świetnie mu to wychodzi. Mimo iż mam za sobą pierwszy stopień szkoły muzycznej, nie mam tego co on. Brakuje mi tego wyczucia, feelingu niezbędnego do improwizacji i do grania jakiejkolwiek innej muzyki niż klasyczna.
Utwór, który teraz przerabiają to Billie's Bounce. Jak z późniejszych relacji wiem, w zespole mają tylko trzy osoby-basistę, gitarzystę i właśnie Łukasza na pianinie. Nikt nie jest wirtuozem na swoim instrumencie, więc na razie średnio im to wychodzi, jednak wiem, że w końcu się nauczą.
Później byłam umówiona z Ewą, jednak strasznie się rozpadało więc rozważałam zostanie w domu, jednak ona przekonała mnie, żebyśmy jednak się spotkały. Na szczęście! Było bardzo fajnie. Ubrałam się ciepło (co z tego, że jak menel) i ruszyłam w drogę do centrum. Nie wychodziłam, na żadne spotkania chyba dwa tygodnie! Przyjechałam troszkę za wcześnie więc poszłam do h&m pooglądać ubrania. Było parę fajnych sweterków i kurtek, jednak to buty przykuły moją uwagę. (Wrrrr, nie mogę znaleźć zdjęcia w internecie).
Indeks w całej okazałości
Ewa przyszła niczym prawdziwa dama jak widać na załączonym obrazku. Jak widać, pogoda jej nie straszna, by wyglądać szykownie haha. Razem, po dłuższym namyśle poszłyśmy do indeksu, napić się piwa. Nie powiem, że to był błąd, ale jednak nie ukrywajmy. Indeks to melina xD Robiłam tam nawet swoją osiemnastkę i chyba właśnie wtedy byłam tam ostatni raz. Zapomniałam już, że grzyb pokrywa ściany, a obrazki na ścianach nie są zbyt wybredne. Jednak świetnie było się spotkać i wypić to okropne (o boże, jakie ono było rozwodnione) piwo. Porobiłyśmy sobie zdjęcia niczym nastolatki z gimnazjum i na szczęście umknęłyśmy we właściwej chwili, bo zagadał do nas jakiś obleśny facet, chcąc nas zabrać do jakiegoś baru (przecież byliśmy w barze.x.x)
Mniam, mniam
Zdobycz Ewy
Po piwie nadszedł czas na jakieś jedzonko. Obeszłyśmy chyba wszystkie knajpki serwujące zapiekanki, burgery i meksykańskie jedzenie. Zaczęłyśmy od burżujskiego la Fiesta, przez jeszcze bardziej burżujskie burgery na Widok i kończąc na Burger kingu, w którym w końcu usiadłyśmy. Patrząc jak Ewa je swojego hamburgera de lux (nie wiem co tam było, ale był wypasiony xD) też skusiłam się na małego fast fooda. W końcu mało dzisiaj jadłam, to mała kanapka z kurczakiem mi nie zaszkodzi.
Czy jestem bardziej dziewczęca?
Już najedzone, poszłyśmy znowu do h&m, bo uznałam, że koniecznie muszę pokazać Ewie te niesamowite buty. Niestety przeszły jakoś bez echa i utknęłyśmy w dziale z biżuterią szukając jakichś bransoletek przyjaźni, które kiedyś obiecałyśmy sobie kupić. Zamiast tego znalazłyśmy wiele ewenementów, jakimi są pierścionek na górną część palca z metalowym paznokciem (RLY?) czy wielki pierścionek ptak. Cóż, h&m mimo iż bardzo się stara podnieść jakoś swoich produktów, czasami wyskakuje z taki przedziwnymi i przeokropnymi rzeczami, ze odechciewa się oglądać.
zagubione dziecko
Po h&m nadszedł czas żeby się odchamić. Poszłyśmy do empiku po plan festiwalu filmowego. Niestety ja- małe dziecko- utknęłam przy wystawionej konsoli. Postanowiłam sprawdzić nowe sports champions na move. Ewa poszła na górę, a ja zostałam. Podczas uruchamiania gry, ktoś do mnie podszedł. Nie chciałam się odwracać, ale stał bardzo blisko. Myślałam, że chce może pograć, ale sama chciałam zobaczyć jak działa nowa gra, więc ignorowałam go. Nagle na monitorze pojawił się obraz z kamery, żeby skalibrować kontroler move. Wtedy zobaczyłam, że stoi koło mnie jakaś starsza kobieta, w dosyć dziwnym, niechlujnym ubraniu. Menelka? Niepełnosprawna? Coś z nią było nie tak. W każdym razie jak tylko uruchomiła się gra, oddałam jej kontroler i uciekłam na górę do Ewy. Jednak nie znalazłam jej tam! Znowu poczułam się jak małe dziecko, które zgubiło się w supermarkecie. Ale wstyd iść do punktu obsługi klienta w wieku 20 lat! Na szczęście są telefony. Dzwonię. Poczta głosowa. Wrrr i co teraz? Wróciłam się do konsoli, kobietka nadal grała, Ewy tam nie było. Znowu poszłam na górę. Nic. W końcu zrezygnowana zjechałam do kas i jest! Znaleziona! Od razu zobaczyłam pomiędzy regałami jej niebieski płaszczyk.
Zrobiło się już późno, a moje buty całkowicie przemokły więc zaczęłyśmy się już zbierać. Zmęczone, powłóczyłyśmy się do metra, lecz żeby nie było za nudno, dodałam trochę magii za pomocą brokatu, którego ciągle zapominam wyciągnąć z kieszeni (Ewa nie chce magii, Ewa chce realizm haha). Powrót minął spokojnie, choć prawie zasnęłam w wagonie.
W domku wykąpałam się, przebrałam i od razu wskoczyłam do łóżka. Muszę niestety jeszcze sporo rzeczy zrobić, ale chwilka odpoczynku nie zaszkodzi :)
Dzięki Ewa za świetny dzień!
Kamila Z.
Phasellus facilisis convallis metus, ut imperdiet augue auctor nec. Duis at velit id augue lobortis porta. Sed varius, enim accumsan aliquam tincidunt, tortor urna vulputate quam, eget finibus urna est in augue.
Musimy to powtórzyć (tylko bez magii... proszę haha) :D
OdpowiedzUsuń